01.08.2016

po co Ci projektant skoro nie zamierzasz mu płacić?

Jak to jest?

Dzwonisz do projektanta, podpisujesz umowę, przyjeżdża na teren, robi dla Ciebie projekt, wycenę, oczekujesz, wymagasz, wymagasz i jeszcze więcej wymagasz, i.... nie płacisz za jego czas?

W tym roku obserwujemy bardzo wnikliwie relacje projektant inwestor oraz projektant i współpracownicy / wspólnicy i nie możemy się nadziwić swoim własnym i sąsiadującym po fachu historiom.

Wszyscy są w stanie urwać głowę jak czegoś chcą czy oczekują, mimo że otrzymują wszystko na czas. Uważają, że należy im się jeszcze więcej niż zostało to ujęte w umowie i zatwierdzone. Wydzwaniają, piszą, naglą, złoszczą się, że nie mogą postawić na swoim i wymusić więcej niż było ustalane. 
Kiedy przychodzi czas rozliczenia czy rozmowy o pieniądzach za poświęcony czas projektanta, to wszyscy albo nie pamiętają, albo zapominają o temacie, zapominają że podpisali umowę, albo całkowicie znikają z planety 'ziemia' i udają że nigdy nie zlecali projektu, wyceny, ba.. nigdy nie było żadnego tematu, a nawet najlepiej jakby działka zniknęła we wszechświecie.

Źródło
Kontakt powraca jak ponownie czegoś chcą, bo okazuje się że architekt wykonał dla nich kawał dobrej roboty i trzeba by było wyciągnąć jeszcze więcej. Wtedy dziwią się że projektant nie poświęca im już czasu i patrzy na nich z niechęcią. Czas, który został "zmarnowany" na wykonanie projektu bądź zlecenia bez rozliczenia, jest czasem straconym bezpowrotnie, a relacja która była pełna zrozumienia i szacunku na początku współpracy kończy się obojętnością i niesmakiem przede wszystkim dla architekta. Stracił czas, pieniądze na dojazdy, telefon, prąd, nerwy, nadwyrężył plecy i oczy od komputera, po prostu ma zmarnowane godziny, dni, tygodnie życia na pracę z której nie ma kompletnie nic. W tym czasie mógłby poświęcić swój czas komuś kto go szanuje, docenia, bądź rozwijać tematy, które przyniosą pewne wynagrodzenie.

W tym roku widzimy takich relacji aż przesyt i zastanawiamy się w czym jest problem?

W tym, że ludzie chcą lub żyją ponad stan, chcą korzystać ze wszystkiego, a w gruncie rzeczy nie mają wcale funduszy na różne usługi czy produkty? 
A może uważają, że jak wykonuje się pracę, która jest twórcza, to tak jakby nie pracowało się wcale? Jakby czas spędzony nad tematem, z którego będą korzystać (czy osobiście czy poprzez wykonanie zlecenia na bazie projektu, wyliczeń czy wycen) to przecież dla architekta sama przyjemność wykonania, a 5 godzin pracy to tylko chwilka - w końcu liczą się "wspólne" korzyści w...przyszłości (która nigdy nie dochodzi do skutku).

Jeżeli ktoś zadaje pytanie architektowi - dlaczego bierzesz na siebie tyle zleceń na raz? - to między innymi dlatego, żeby z 10 zleceń chociaż jedno było rozliczone według umowy, według ustaleń z zamawiającym,na czas, kiedy zlecenie zostaje wykonane terminowo, a nawet przedterminowo. W której pracy trzeba się dopraszać własnego wynagrodzenia?

Zdajemy sobie sprawę, że zarówno architekci, jak i zawody związane z budownictwem muszą zmagać się z takimi sytuacjami, ale czy w innych zawodach też korzysta się z czyjegoś czasu bez rekompensaty?

Czy Ty lubisz poświęcać swój czas dla kogoś kto Cię nie szanuje? A może w Twojej pracy płacą uśmiechem, obiecywaniem i deklaracjami, bo pieniądze przecież dla Ciebie nic nie znaczą?


Mamy nadzieję, że Ty do tej grupy nie należysz i cenisz czas innej osoby, bo życie każdego z Nas ma ograniczony limit minut. 
Jeżeli na Twoim życiu Ci nie zależy i nie przeżywasz każdej minuty jakby to była Twoja jedyna i ostatnia chwila życia, to uszanuj minuty życia ludzi z którymi masz lub będziesz mieć kontakt. Pozwól innym czerpać z życia każdą minutę, a nie marnować je na Twoje oczekiwania i deklaracje bez przyszłości. 
Nie bądź negatywnym obrazem dla innej osoby, bądź obrazem przynoszącym uśmiech i pozytywne wspomnienia, obrazem wartym wspomnień. Bądź osobą do której się wraca a nie od której ucieka.

Nie korzystaj z projektanta, skoro nie zauważasz, że poświęca swój czas na Twoje sprawy, na Twój teren, Twój temat, a Ty tylko obiecujesz przysłowiowe 'gruszki na wierzbie', uśmiechasz się, a zapłacić już nie masz ochoty. Nie dziw się później, że projektant z niechęcią do Ciebie wraca, albo wrócić nie chce wcale. To zależy od Ciebie.